Idahav, jedno z dwóch imion, jedno z dwóch obliczy. Lico me mieni się na słońcu, białe jak kreda, sine jak fioletowa, pastelowa kredka. Twarz mą pokrywają co nowe cicatrixy, bo ludzie są tylko kolekcjonerami blizn, idąc przez życie jak przez pole walki. I od wielu lat nic się nie zmienia, z bliznami łączą się bolesne wspomnienia. Nie sposób zapomnieć, nie sposób uniknąć. Co raz zostało zniszczone, już nigdy nie będzie tak samo świetne. Czego byśmy nie zrobili, czasu nie cofniemy. Możemy jedynie zmienić teraźniejszość, pozwalając jej potem znów stać się przeszłością.